Uniwersytet Medyczny w Lublinie

Aktualności

08.11.2020

Światowy Dzień Radiologii

Światowy Dzień Radiologii upamiętnia Wilhelma Conrada Röntgena, który 8 listopada 1895 roku odkrył istnienie promieniowania. Za to odkrycie w roku 1901 został uhonorowany pierwszą Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki.

 

 

Kalendarz zdrowia

 

 

Radiologia to jedna z ważniejszych i najszybciej rozwijających się dziedzin współczesnej medycyny. O jej początkach, znaczeniu i przyszłości opowiedziała dr hab. Elżbieta Czekajska-Chehab, prof. UM z Katedry Radiologii.

           

Bardzo żałuję, że z powodu pandemii nie świętujemy w tym roku z naszym studenckim kołem naukowym Europejskiego Dnia Radiologii. To ważne święto dla całej medycyny – dokładnie 8 listopada mija 125 lat od odkrycia promieni rentgenowskich, odkrycia, które w głosowaniu zorganizowanym przez londyńskie Science Museum, zostało uznane za jedno z trzech największych osiągnięć nauki.

 

Niemiecki fizyk, Wilhelm Konrad Röntgen, profesor uniwersytetu w Würtzburgu, był jednym z kilkunastu naukowców, którzy eksperymentowali nad możliwościami tzw. rurki Hittorfa. Szklane rurki z wbudowanymi elektrodami, z których wypompowywano powietrze i wprowadzano gazy szlachetne, świecące pod wpływem napięcia elektrycznego, fascynowały fizyków już od kilkudziesięciu lat.

 

Röntgena i jego kolegów interesowała istota tzw. promieniowania katodowego – światła, które pojawia się, gdy do elektrod w rurce podłącza się wysokie napięcie. Odkrycie „promieni X”, jak je nazwał, było dla Röntgena zaskoczeniem, bo pracował właśnie nad promieniowaniem katodowym.

 

Zdjęcie portretowe Wilhelma Röntgena

Wilhelm Röntgen

(Źródło: Wikimedia Commons)

 

 

Jak to odkrycie wyglądało w praktyce?

Jest 8 listopada 1895 roku. Wilhelm Konrad Röntgen zasłania szczelnie wszystkie okna w swojej uniwersyteckiej pracowni. W czarny papier zawija również rurkę Hittorfa i podłącza ją do tzw. induktora, który generuje napięcie kilkunastu tysięcy woltów. W pracowni jest ciemno, ale nieoczekiwanie pojawia się słabe zielonkawe światło, jednak nie z samej rurki, ale z leżącego ponad metr dalej kartonu, pokrytego środkiem fluorescencyjnym (dokładnie: platynocjankiem baru). Zaintrygowany Röntgen bierze więc ów karton i przybliża do rurki osłoniętej papierem, a wtedy światło nasila się. Co więcej, ponieważ trzyma karton w ręku, widzi na nim kości swojej ręki. W tym momencie zdaje sobie sprawę, że nie ma już do czynienia z promieniowaniem katodowym, ale jakimś innym, które przechodzi przez ludzkie ciało.

 

To jest ten moment: samotnie, w ciemnej pracowni Röntgen odkrywa tajemnicze promienie.

 

Jest naukowcem, więc chce uzyskać pewność, że nie ma do czynienia ze złudzeniem optycznym. Przez kolejnych kilka tygodni praktycznie nie wychodzi z gabinetu, pochłonięty całkowicie pracą. W całkowitej tajemnicy przed światem przeprowadza kolejne eksperymenty, włączając rurkę próżniową i wprowadzając między nią a świecący pod wpływem promieniowania ekran różne przedmioty: kawałek drewna, karty do gry w wista, różne rzeczy metalowe, sam też przybliża oczy do rurki, i bada, na ile promieniowanie przechodzi przez poszczególne materiały.

 

Jednocześnie pisze o tym artykuł, który będzie właściwie jedynym jego poważnym dziełem naukowym: „O nowym rodzaju promieniowania. Tymczasowy komunikat”. Dwa dni przed wigilią Świąt Bożego Narodzenia 1895 roku wykonuje pierwsze zdjęcie z użyciem nowych promieni – przez kilkanaście minut naświetla promieniowaniem rękę swojej małżonki Berty. Sama Berta tak się przestraszy widoku dłoni na zdjęciu, że do końca życia nie wejdzie już do pracowni męża, nie chcąc się poczuć jak wtedy, gdy „widząc swoje kości, jakby zobaczyła własną śmierć”, jak opowiadała potem. Jednak zdjęcie jej lewej dłoni stanie się jednym z najsłynniejszych w historii.

 

RTG lewej dłoni żony Wilhelma Röntgena

Zdjęcie dłoni żony Wilhelma Röntgena

(Źródło: Wellcome Library, London CC BY-NC 4.0)

 

Dzień przed sylwestrem 1895 roku Röntgen przedstawia swoje odkrycie sekretarzowi Towarzystwa Naukowego w Wurtzburgu i od tego czasu historia toczy się błyskawicznie – 1 stycznia 1986 roku jego pracę drukuje miejscowy periodyk naukowy, a kopie artykułu podekscytowany Wilhelm rozsyła znajomym fizykom razem z życzeniami noworocznymi. Jeden z nich dzieli się nowym odkryciem na łamach wiedeńskiego dziennika „Die Presse” i w ciągu kilku dni wiadomość o promieniach X obiega cały świat.

 

 

Jak zareagował świat medycyny?

To był prawdziwy przełom, bo po raz pierwszy w historii można było zajrzeć do wnętrza ciała żywego człowieka, nie wykonując operacji.

 

Potencjał szybko dostrzegli medycy, którzy przekonali się, że dzięki nowemu odkryciu można zobaczyć i złamaną rękę, i kulę, która utkwiła w ciele, szybko również zaczęto w ten sposób badać płuca. Wieść o nowym promieniowaniu szybko dotarła do Polski – pierwszy artykuł w krakowskim „Czasie” opublikowano już 8 stycznia 1896 roku – gdzie zainteresowała m.in. profesora Karola Olszewskiego i prof. Alfreda Obalińskiego, chirurga, który pierwszy w Polsce wykorzystał promienie X do celów klinicznych, naświetlając (aż przez 5 kwadransów!) zwichnięty łokieć górnika, który uległ wypadkowi, zjeżdżając do kopalni.

 

Już kilka miesięcy po odkryciu wykonano pierwszą rentgenoterapię – pacjentką była 5-letnia dziewczynka, której za pomocą promieni usunięto rozległe znamię na plecach (dożyła dziewięćdziesiątki).

 

 

Jak reszta świata zapatrywała się na to odkrycie?

Naukowcy na całym świecie, wśród nich Tomasz Edison czy Nikola Tesla, byli pod wielkim wrażeniem odkrycia niemieckiego kolegi fizyka, ale on sam – choć był pierwszym laureatem nagrody Nobla w dziedzinie fizyki – miał również sporo krytyków. Zaczęły się szerzyć poglądy, że to niemoralne fotografować ludzi tak, że widać ich kości, pojawiły się nawet publiczne protesty przeciwko stosowaniu promieni Röntgena.

 

Szybko jednak zaczęto używać promieni rentgenowskich nie tylko do celów medycznych, ale też zapanowała moda na wieszanie zdjęć rentgenowskich w salonach oraz wysyłanie pocztówek z prześwietleniami. Można znaleźć kilka wierszy powstałych pod koniec XIX wieku, poświęconych „powabnym nowym promieniom”.

 

Prawdziwy rozkwit metody nastąpił w czasie pierwszej wojny światowej, gdy karetki z aparatami, tzw. rentgenami robiącymi zdjęcia na szklanych płytach, jeździły również na pole walki. W jednej z takich mobilnych pracowni rentgenowskich pracowała z resztą Maria Skłodowska-Curie.

 

Sam Wilhelm Röntgen, który zmarł w 1923 roku po zmaganiach z rakiem i trudnościami finansowymi (pieniądze z nagrody Nobla przekazał swojej macierzystej uczelni), pewnie nie zdawał sobie do końca sprawy, jak jego odkrycie wpłynie na całą medycynę oraz na wiele innych dziedzin: od weterynarii po medycynę sportową, od kwestii bezpieczeństwa (skanery prześwietlające bagaże) po inżynierię lotniczą (bo przecież prześwietla się także w poszukiwaniu usterek np. silniki samolotów).

 

 

Co obecnie zrobiłoby na odkrywcy promieni X największe wrażenie?

Röntgen byłby na pewno pod wrażeniem faktu, że urządzenia rentgenowskie, które za czasów swego twórcy mieściły się na stole, przekształciły się w wielkie, nafaszerowane elektroniką, zdalnie sterowane aparaty, które zdjęcie robią nie w godzinę czy dwie, ale w milisekundy. A potem te zdjęcia nie wymagają zapisywania na szklanych płytach, tylko mogą być cyfrowo przekazywane choćby na drugi koniec świata (teleradiologia), ale też lekarz może je oglądać choćby na własnym smartfonie, stojąc przy łóżku chorego.

 

Myślę, że Röntgenowi bardzo spodobałoby się również to, że dziś, wykorzystując jego odkrycie, możemy badać pacjenta trójwymiarowo, badając całą objętość ciała człowieka. Za czasów Röntgena nie można było na przykład zajrzeć do wnętrza czaszki, a dziś tomograf komputerowy jest w stanie zrobić warstwowe zdjęcia mózgu, serca czy każdej innej części ciała w odstępach nawet pół milimetra, a potem zrekonstruować je tak, że mamy wrażenie wędrowania z kamerą po ludzkim wnętrzu.

 

Podejrzewam, że na Röntgenie zrobiłby również wrażenie rozwój medycyny nuklearnej, która powstała na bazie radiologii, np. możliwości aparatu PET-CT, który łączy zalety tomografu komputerowego i jednej z metod medycyny nuklearnej.

 

I wreszcie, na pewno ucieszyłby się, że jego odkrycie przyczyniło się nie tylko do diagnostyki, ale też do leczenia chorych, jak w przypadku radiologii zabiegowej, dzięki której znacznie lepiej radzimy sobie z udarami, tętniakami czy wadami serca.

 

Ale samego Röntgena raczej nie uważa się za „pierwszego radiologa”?

Sama radiologia jako dziedzina medycyny, zaczęła się rozwijać już po śmierci swojego odkrywcy – jeszcze do lat 30. XX wieku zajmowali się nią fizycy, chirurdzy i lekarze innych specjalności, dopiero potem spośród nich zaczęli się pojawiać technicy i lekarze radiolodzy, a ich możliwości diagnostyczne stopniowo się rozszerzały – w latach 50. zaczęto wykorzystywać metodę wykorzystania ultradźwięków (ultrasonografia) a w drugiej połowie XX wieku rozwinęła się tomografia wielorzędowa i rezonans magnetyczny.

 

Coraz większe możliwości diagnostyki obrazowej spowodowały, że radiolodzy nie są już w stanie spełniać szybko wszystkich oczekiwań specjalistów poszczególnych dziedzin medycyny i zaczęli się dzielić radiologią z innymi specjalnościami – w ten sposób niejako wróciliśmy do korzeni. Kardiolodzy przejęli koronarografię i usg serca, (które nazwali echokardiografią), ginekolodzy zajęli się ultrasonografią ciąży, chirurdzy naczyniowi wykonują usg w opcji dopplerowskiej i niektóre zabiegi naczyniowe, dermatolodzy specjalizują się w usg skóry, a anestezjolodzy w usg nerwów itd.

 

 

Może oznacza to, że radiolodzy przestają być potrzebni?

Zdecydowanie nie! Ich wiedza jest bezcenna na przykład na SOR-ach, gdzie mamy do czynienia ze stanami nagłymi. Przy urazach wielonarządowych to właśnie radiolog najszybciej i najdokładniej oceni obrażenia różnych części ciała, a wynik badania wskazuje specjalistów do których powinien trafić pacjent. Poza tym radiolodzy jako jedyni „mają w swoim portfolio” wszystkie metody diagnostyczne. Dzięki temu mogą, współpracując z lekarzami różnych dziedzin, pokierować diagnostyką, wskazać najlepsze badanie, ustalić algorytm postępowania i na każdym etapie wybrać odpowiednie dla pacjenta badania – od profilaktycznych, przed diagnostykę przy niepokojących objawach po diagnostykę w trakcie leczenia i ocenę efektów terapii.

 

 

Wiele osób odczuwa strach przed radiologią z powodu szkodliwego promieniowania. Czy słusznie?

Przez wiele lat uważano, że radiologia wiąże się z pracą w szkodliwych warunkach i ta dziedzina nie była popularna wśród lekarzy. Dziś właściwie tylko pielęgniarki, technicy i radiolodzy w pracowniach naczyniowych pracują w bezpośrednim narażeniu na promienie, choć i tam starannie przestrzegane są normy bezpieczeństwa. Poza tym jednak ani radiolodzy, ani pacjenci nie są już narażeni na takie dawki promieniowania, jakie stosowano za czasów Röntgena. Dziś standardem są już systemy ograniczające dawkę nawet stukrotnie w porównaniu z epoką narodzin radiologii.

 

Na pewno nie powinni się bać szkodliwości promieniowania pacjenci, którzy skierowani są na badanie radiologiczne, które ma pomóc ustalić, co im dolega. Oczywiście, wszyscy jesteśmy narażeni na ryzyko, ale jeśli nie nadużywa się badań, to dawka promieniowania, na jakie jesteśmy narażeni, jest niewiele większa niż promieniowanie tła, a korzyści są dużo, dużo większe.

 

 

W którą stronę rozwija się dziś radiologia?

W radiologii fascynujące jest to, że radiolog ciągle korzysta z wiedzy dotyczącej różnych dziedzin medycyny, a w samej radiologii obserwuje się bardzo dynamiczny rozwój nowych metod obrazowania i terapii. Widać to w przypadku udarów mózgu, które jeszcze kilka lat temu nie mogły być skutecznie leczone, wskutek czego pacjenci często zostawali na resztę życia z niedowładami czy porażeniami. Dziś, dzięki najnowszym metodom radiologii zabiegowej, pacjenci z powodzeniem przywracani są do zdrowia, o czym się można przekonać chociażby w naszym lubelskim ośrodku, a członkowie zespołu udarowego i radiolodzy zabiegowi należą do najlepszych w Polsce.

 

Ogromny rozwój radiologii sprawia zresztą, że to obecnie jedna z najchętniej wybieranych specjalności przez młodych lekarzy – dziś to jedna z tych specjalizacji, w których trzeba mieć najwięcej punktów, żeby się dostać. A jak się już dostanie, łatwo się tu odnaleźć, bo każdy lekarz może znaleźć swoje miejsce w radiologii – zabiegowiec może leczyć udary czy tętniaki, zainteresowany onkologią może rozwinąć się przy diagnostyce, TK, MR czy PET CT, a lekarz potrzebujący w pracy „adrenaliny” lub pasjonujący się traumatologią – spełni się podczas dyżurów dla potrzeb SOR.

 

 

Czy z powodu obecnej pandemii radiolodzy mają więcej pracy?

W ostatnich miesiącach przekonujemy się, jak bardzo radiologia pomaga również w przypadku diagnostyki Covid-19. W Chinach, gdy nie było testów, choroba ta była diagnozowana tylko na podstawie typowych objawów radiologicznych widocznych w tomografii komputerowej. Nawet teraz, choć dostępność testów jest większa, nadal trzeba na nie czekać i w wielu miejscach pierwsza diagnoza to właśnie stwierdzenie radiologa w opisie badania TK o tym, że „obraz radiologiczny płuc spełnia kryteria Covid-19”. Pacjenta z taką diagnozą izoluje się i traktuje jako pacjenta zarażonego aż do uzyskania wyników testu. Tomografia świetnie pokazuje także zaawansowanie zmian płucnych.

 

Co ważne, okazało się, że zmiany w płucach widoczne dla radiologa, mogą występować także u wielu pacjentów bezobjawowych. Przekonaliśmy się o tym dzięki wynikom japońskich naukowców, którzy badali ogarnięty epidemią statek wycieczkowy Diamond Princess i udowodnili, że niewielkie, choć charakterystyczne zmiany w płucach obecne są także u wielu osób nie wykazujących objawów choroby.

 

Radiologia radzi sobie z diagnozowaniem Covid-19 tak dobrze, że Chińczycy i Włosi już na samym początku epidemii postanowili odciążyć lekarzy w szpitalach, wykorzystując teleradiologię i sztuczną inteligencję, choć metoda ta szybko prawdziwego radiologa raczej nie zastąpi. To jeszcze jedno osiągnięcie radiologii, którego Wilhelm Konrad Rengen nawet nie mógł sobie wyobrazić.

 

 

dr hab. Elżbieta Czekajska-Chehab, prof. UM

Uczelnia

Kalendarz

Styczeń 2021